Przemyśl zdobyty…
Jesienny plener można powiedzieć że mimo bardzo niefotograficznej pogody został zaliczony. Poniżej relacja/sprawozdanie 🙂 z wyprawy – opisana przez naszą koleżankę Martę.
Jesienny plener FOTO-KLUBU: Twierdza Przemyśl i okolice
W sobotę 13 października, czternastoosobowa ekipa Naszego FOTO-KLUBU wybrała się na, kolejny w tym roku, plener fotograficzny. Pomimo deszczowej pogody i niekorzystnego światła wyruszyliśmy w drogę!
Jak poprzednio wyprawę poprowadził nasz Przewodnik Pan Arkadiusz Grzyb oraz Instruktor Pan Edward Soński. Wszystko oczywiście było świetnie zorganizowane i dopięte na ostatni guzik! Towarzyszyli nam także dziennikarze z Telewizji Łańcut, którzy robili reportaż o naszej wyprawie. Czuliśmy się jak prawdziwe gwiazdy ;]
Tym razem swoje obiektywy skierowaliśmy w stronę Przemyśla, jednego z najstarszych i najpiękniejszych polskich miast. Tę tysiącletnią twierdzę nad Sanem powinien zdobyć każdy – więc i my tak zrobiliśmy. Po drodze zaliczyliśmy jeszcze kilka ciekawych miejsc. Wszystko zostało udokumentowane na licznych fotografiach.
Z Łańcuta wyjechaliśmy wczesnym rankiem. Ponieważ droga do Przemyśla jest bardzo długa, po drodze zrobiliśmy przystanek w pięknym parku przy pałacyku Lubomirskich w Przeworsku. Naszym celem była magiczna aleja grabowa, która niestety nie osiągnęła jeszcze oczekiwanych przez nas jesiennych barw. (Wniosek: Trzeba pojechać jeszcze raz!)
Drugi postój miał miejsce w Cieszacinie Wielkim. Jest to malownicza miejscowość położona 7 km od Jarosławia. Tam mogliśmy podziwiać piękny, lecz niestety popadający w ruinę, dworek hrabiego Jana Drohojowskiego. Dzięki uprzejmości sołtysa Pana Edwarda mieliśmy możliwość zobaczenia i sfotografowania wnętrza budynku. Dowiedzieliśmy się też co nieco o historii dworu. Dokładna data jego powstania jest nieznana. Prawdopodobnie powstał na początku XIX wieku. Pałacyk ten bardziej przypomina pawilon ogrodowy niż rezydencję. Jest przejawem architektury romantyczno-sentymentalnej. Do prostej bryły na planie kwadratu została po prostu dostawiona narożna wieża. Ostatnim właścicielem obiektu był Jan Józef Drohojowski. Po II wojnie światowej w pałacyku znajdowała się siedziba NKWD.W 1960 roku zaadaptowano budynek na potrzeby szkoły. Ten okres użytkowania wpłynął niestety negatywnie na stan obiektu. Podobno w latach 80. podjęto próbę remontu, jednak z braku środków nieudaną.
Kolejnym punktem programu była miejscowość Bolestraszyce. W planach mieliśmy udanie się do Arboretum, ale ze względu na niekorzystną aurę, zwiedziliśmy tylko Fort XIII – „San Rideau”. Tak oto przewodnim motywem naszego pleneru stała się architektura, a głównym punktem programu zdobycie i sfotografowanie trzech najważniejszych fortów Twierdzy Przemyśl.
W tym miejscu napiszę kilka zdań na jej temat.
Twierdza Przemyśl zasłynęła jako jedna z największych na świecie. Pod względem wielkości ustępowała tylko Antwerpii w Belgii i Verdun we Francji. W czasie I Wojny Światowej broniła się najdłużej ze wszystkich twierdz, bo aż 179 dni (dla porównania – Verdun oblegane było przez dziesięć miesięcy, ale walki trwały tylko 116 dni). Poddała się dopiero, gdy zabrakło żywności i dalsza obrona była już niemożliwa. Dzięki swojemu istnieniu twierdza skutecznie blokowała wojskom rosyjskim drogę na zachód, co spowolniło tempo zwycięskiej ofensywy rosyjskiej w kierunku Śląska. Spełniwszy tak poważną rolę na froncie wschodnim, Twierdza Przemyśl trwale zapisała się na łamach historii. Zniszczone Forty zostały uznane w 1968 roku za chroniony zabytek architektury obronnej, a w 1997 roku Twierdza Przemyśl została objęta Krajowym Programem Ochrony i Konserwacji Architektury Obronnej. Po fortach Twierdzy Przemyśl biegną obecnie forteczne szlaki, które są tanią i atrakcyjną ofertą turystyczną.
Fort XIII – Bolestraszyce „San Rideau” oddalony jest od Przemyśla o ok. 8 km. „San Rideau” czyli Osłona Sanu był fortem pancernym, trzykondygnacyjnym, wzniesionym w latach 1892 – 94 przez inż. Maurycego von Brunera. Głównym zadaniem tego fortu było osłanianie linii rzeki San od strony wschodniej oraz osłona pobliskiej linii kolejowej łączącej Przemyśl z Krakowem.
Z fortem tym związana jest bardzo ciekawa historia. Otóż w czasie wysadzania kazamat fortu w dniu 22 marca 1915 roku zapomniano o dwóch oficerach rosyjskich wziętych do niewoli w przeddzień kapitulacji. Umieszczeni w dolnych podziemnych kazamatach zostali w skutek wybuchu zasypani gruzem. Dzięki temu, że udało im się dotrzeć do podziemnych magazynów żywnościowych i wody, jeden z nich przeżył i został wydobyty w 1923r. podczas prac rozbiórkowych dzieł fortecznych przez pracowników firmy poszukującej metali kolorowych. Niestety mimo wysiłków lekarzy oficer zmarł.
Fort XV – Siedliska „Borek” położony jest na wzgórzu 200 m n.p.m. w odległości ok. 6 km od Przemyśla. Został on wybudowany ok 1890r.
Fort I – Siedliska „Salis Soglio” to fort usytuowany ok. 6 km od Przemyśla, na skraju miejscowości Siedliska, zbudowany w latach 1882-86. Sąsiaduje bezpośrednio z fortem XV Borek. Fortyfikacja nazwana została imieniem Gen. Salisa Saglio, szwajcara w służbie Austro-Węgier, który był jej konstruktorem. Fort był głównym punktem oporu tzw. VI – wschodniego odcinka obrony i z fortami pomocniczymi tworzył tzw. Siedliską Grupę Warowną. Aktualnie fort i jego kazamaty są dostępne do zwiedzania. Fort I Salis Soglio jest chyba najbardziej efektownym i najlepiej zachowanym spośród innych. Elementy fortyfikacyjne są dobrze zachowane a zniszczenia fortu określa się na ok. 25%.
Twierdza zdobyta!
W międzyczasie widzieliśmy także:
- Dworzec Główny w Przemyślu
Zabytkowy dworzec został wybudowany w latach 1859-1860, otwarty 4 listopada 1860 i przebudowany w 1895 roku w stylu neobarokowym. Gruntownie remontowany w 1922 i 1959, częściowo przebudowany w 1966, ponownie remontowany w latach 1988-1995. W latach 2010-2012 dworzec kosztem ok. 25 mln zł przeszedł gruntowny remont, a przy nadzorze konserwatora zabytków przywrócono mu wygląd sprzed ponad 100 lat.
- Skarpę Jaskmanicką, bezpośrednio sąsiadującą z Fortem I Salis Soglio.
- Zespół Zamkowo-Parkowy w Krasiczynie
Zamek w Krasiczynie, wybudowany na przełomie XVI i XVII w. przez Stanisława Krasickiego, to jeden z najpiękniejszych skarbów architektury renesansowo – manierystycznej w Polsce, należy również do najpiękniejszych zamków w Europie.
Na koniec zostawiliśmy bardzo interesujący punkt programu wycieczki.
Miejscowość Węgierka – mała wioska położona przy trasie łączącej Jarosław z Pruchnikiem. Tam właśnie znajdują się ruiny bastejowego zamku Pieniążków wzniesionego w drugiej połowie XVI wieku. Zamek miał charakter obronny, a rezydencja pozostawała w posiadaniu tej rodziny do początku XVIII wieku. Pod koniec tego stulecia zamek uległ pożarowi i nie został już odbudowany. Przez miejscowych obiekt zwany jest „Basztą”, ponieważ niewiele zachowało się z budowli. W sąsiedztwie dawnego zamku, na wzgórzu, znajduje się dawny zespół dworski wraz z resztkami parku krajobrazowego oraz mała kapliczka z 1905 roku, na której podobno ukazała się Matka Boska.
Aż żal, że takie piękne zabytki architektury popadają w ruinę. Ale cóż my fotografowie możemy uczynić? Pozostaje nam jedynie fotografowanie. W ten sposób możemy nieznacznie przedłużyć ich żywot.
Bardzo atrakcyjny pod względem fotograficznym okazał się stary, rozpadający się, trójpoziomowy spichlerz. Z nim także wiąże się ciekawa historia. Jest to w dodatku historia jednego z naszych fotoklubowych kolegów.
Dawno temu w budynku tym powiesiła się niejaka hrabina X. Przyczyny tej smutnej śmierci są nieznane, jednak kobieta czasami pojawia się okolicznym mieszkańcom i prosi o modlitwę. Nasz kolega za czasów dzieciństwa także miał okazję tego doświadczyć .
Pewnego dnia, kiedy bawił się z kolegami w spichlerzu na jego trzecim poziomie, na samym dole usłyszeli skrzypienie podłogi. Na początku nie bali się. Myśleli, że to ktoś z dorosłych ich szuka. Wołali, krzyczeli…NIC! Tylko kroki na starych schodach… Wołali jeszcze kilka razy… NIC! Kroki się zbliżały… Wtedy się przestraszyli i uciekli.
Innym razem przechodząc nieopodal budynku, wieczorna porą, ten sam kolega zobaczył straszny cień za oknem na samej górze budynku…
Czy to duch? Tego nie sprawdzimy…
Wycieczka zakończyła się około godziny 19, kiedy dojechaliśmy do Łańcuta. Wtedy też wyszło długo oczekiwane słońce! Hura! Cały dzień tego pragnęliśmy. Z pleneru pozostały nam: brudne spodnie, przemoczone buty, wspaniałe fotografie i śmieszne wspomnienia.
Zostało także pytanie: Co to jest „Rozwadowie” czyli jak inaczej nazywa się węzeł kolejowy – dla kolegów, którzy nie wiedzieć czemu całą wycieczkę mieli dylemat na ten temat.
tekst Marta Kluz
A teraz krótka
fotorelacja z naszego wyjazdu (cały materiał powinien pojawić się po naprawieniu przez administrację podstrony z galerią):

























Comments are closed.